Truskawiec 25.04-07.05.2018

Polska żegnała nas deszczem i wiatrem. Truskawiec, przywitał  słońcem.  Dzięki zdyscyplinowaniu grupy i wspaniałej organizacji Pani Larisy, zakwaterowanie odbyło się sprawnie i wszyscy kuracjusze jeszcze tego samego dnia, zostali przyjęci przez lekarzy.

 Wyznaczona godzina wizyty, zapobiegła kolejkom pod drzwiami wysokiej klasy specjalistów. Zebranie organizacyjne, z przedstawicielką Biura na Ukrainie i rezydentem, to następny punkt zrealizowany w pierwszym dniu przyjazdu. Na nim omówione zostały wszystkie sprawy związane z pobytem, łącznie z przedstawieniem programu wycieczek fakultatywnych. Następnego dnia, pełni sił, całą grupą zwiedzaliśmy Truskawiec. Lokalny przewodnik, opowiadał nam o jego historii oraz zdradzał miejsca gdzie co najtaniej kupić. Wieczorem natomiast, całe sanatorium rozbrzmiewało polskimi przebojami z różnych lat. Zabawa trwałaby do białego rana, gdyby nie obowiązująca cisza nocna. Następnego dnia, do południe kuracjusze spędzili na zleconych zabiegach. Popołudniem wybraliśmy się do czekoladziarni, uzupełnić utracone poprzedniego dnia kalorie. Zachowanie równowagi to podstawa. Za to wieczorem, ponownie zabawa. Tym razem, na koncercie ŚPIEWAJĄCYCH FORTEPIANÓW. Na ich temat rozwodzić się nie będę. Powiem krótko, wieczór był wspaniały. Niedzielę, wolny dzień od zabiegów, wykorzystaliśmy na wycieczkę po Lwowie. Znany już nam z profesjonalności przewodnik oprowadził nas po Cmentarzu Łyczakowskim oraz po starym mieście, pokazując jego perełki. Wzmocnieni dwudaniowym obiadem, ruszyliśmy autokarem, w kierunku sanatorium. Organizacja popołudnia kolejnego dnia, należała do każdego indywidualnie. Czas przyszedł na kolejną niespodziankę. Oj działo się, działo. Kolacja we wspaniałej restauracji ZŁOTA GÓRA. Podłogi marmurowe, szerokie schody niczym dla gwiazd, prowadzące do sali lustrzanej. Brakowało tylko czerwonego dywanu. W niej stoły suto zastawione, a dookoła czysta biel na ścianach i olbrzymie lustra. Kryształowe żyrandole pokaźnych rozmiarów, całość wspaniale oświetlały. Pierwsze wrażenie piorunujące. To jeszcze nie wszystko. Błysk w naszych oczach się pojawił w momencie ujrzenia, a następnie usłyszenia zespołu BARWY KARPAT. Anielskie głosy, wspaniała gra na instrumentach, stroje w kolorach ludowych, no i sposób zabawiania publiczności, czyli nas. Tego słowami trudno opisać. To trzeba zobaczyć. Rozśpiewanych uczestników zabawy, podwiózł autokar pod bramę sanatorium. Czas na przerwę, od wieczornych zabaw, kolej na wycieczki. Tym razem do Drohobycza. Spacer z przewodnikiem wzdłuż pięknych zabytkowych kamienic, wizyta w muzeum Bruno Schulza, a na koniec poczęstunek w kawiarni na starym mieście, długo pozostanie nam w pamięci. Faktu że jesteśmy osobami dojrzałymi nie sposób podważyć, ale nie znaczy to, że nie lubimy się bawić się na równi z dziećmi, uczestnicząc w różnych widowiskach. Tak też było na pokazach w Delfinarium. To był strzał w dziesiątkę. Takiego spędzenia czasu, tyle śmiechu, radości, wielu z nas potrzebowało. Cykl wycieczek zakończyła ponowna wizyta we Lwowie. Muzeum Piwowarstwa, degustacja piwa, nawet najbardziej wybredną osobę zadowoliło. Tego dnia jeszcze jedna przyjemność nas czekała, zwiedzanie OPERY LWOWSKIEJ, oraz udział w spektaklu Don Kichot. Każdy będący we Lwowie, koniecznie powinien miejsce to odwiedzić. Zasiedliśmy w pięknych czerwonych fotelach. Dookoła mnóstwo ozdób opływających w złotym kolorze. Loże, w których onegdaj nie wszyscy mogli siedzieć, balkon pokaźnych rozmiarów, czerwony dywan pod stopami. Jednym słowem niepowtarzalny klimat. Kurtyna podniosła się ku górze i zaczęła się prawdziwa uczta dla duszy i radość dla oczu. Napełnieni wspaniałymi wrażeniami, wróciliśmy późnym wieczorem do sanatorium. Nieubłagalnie dobiegł koniec naszego pobytu. Koniec pobytu, ale nie koniec wspomnień, które zapewne zostaną na długie lata.

Maja Polańska